Krem do rąk, z którego jestem dumna

Dlaczego? Wiele nieudanych kremów musiało powstać, abym wreszcie mogła stworzyć ten, konkretny.
Moje ręce zimą są suche, pękają przy kostkach palców. Łatwo zrobić mocno odżywczy, tłusty krem. Jednak zostawia on nieprzyjemnie śliski film na dłoniach, a gdy ten zniknie – dłonie wciąż są suche. A ten tytułowy robi z dłońmi zupełnie inaczej (przynajmniej moimi!). Nie zostawia filmu, ale od razu zmienia skórę na gładką i aksamitną, taką jak małego dziecka. Efekt ten utrzymuje się długo, nawet po umyciu rąk. Ja na tym kremie póki co zakończyłam eksperymentowanie w kremach do rąk – nie chcę nic więcej


Co w tym kremie jest?


Oczywiście jako baza – hydrolat borowinowy pół na pół z rumiankowym
Oleje: kokosowy, z pestek brzoskwini, masło shea – odżywiają, natłuszczają
Emulgator z oliwy z oliwek – łączy dwie fazy: wodną i tłuszczową
Nawilżają: gliceryna, kwas hialuronowy, mleczko pszczele
Alkohol cetylowy poprawia konsystencję (brzmi chemicznie, ale w rzeczywistości to dobry, nawilżający alkohol. Zimą młode gałązki drzew są pokryte woskowym nalotem – to właśnie cetylany)

Substancje czynne:

  • owoce jemioły ekstrahowane kwasem mlekowym – goją drobne ranki, działają ochronnie i powlekająco
  • psianka słodkogórz – zawarte w niej saponiny zmiękczają, rozpulchniają skórę – jest miękka i lepiej przyjmuje substancje czynne kremu
  • mleczko pszczele – odżywczy koktajl, wspaniała rzecz
  • aloes – łagodzi, koi skórę
  • mocznik w ilości 3% – w tym stężeniu nie jest żrący, działa lekko keratolitycznie, pobudza komórki skóry do podziału, regeneracji
  • mleczan sodu – z jednej strony stabilizuje mocznik, aby nie ulegał rozkładowi, z drugiej – nawilża i odżywia skórę
  • wiesiołek dwuletni – poprawia gospodarkę lipidową
  • krwawnik i bluszczyk kurdybanek – zioła działające antyseptycznie, odżywczo
  • korzeń mniszka lekarskiego – podnosi odporność naszej skóry na czynniki zewnętrzne
  • lanolina – odżywia, nawilża, sprawia miłe uczucie przy rozsmarowaniu kremu
  • wosk pszczeli – lekko natłuszcza dłonie, stabilizuje krem
  • alantoina – łagodzi podrażnienia, drobne ranki
  • olejek jaśminowy – ten zapach fajnie się komponuje ze wszystkimi ziołami, pasuje mi taka kompozycja do dłoni – nie wychodzi zbyt kwiatowo ani aptekarsko
  • konserwant Ecocert.

Faza A:

8% olej kokosowy
8% olej migdałowy
7% masło shea
6% emulgator Olivem
1% wosk pszczeli
1% alkohol cetylowy
1% lanolina

Faza B:

25% hydrolat rumiankowy
25% hydrolat borowinowy
3% mocznik kosmetyczny

Faza C:

4% gliceryty z: krwawnika, korzenia mniszka, wiesiołka, bluszczyka kurdybanka
3% ekstrakt mlekowy z owoców jemioły
1% kwas mlekowy
ok. 1% mleczanu sodu (do ustalenia pH)
1% kwas hialuronowy
1% ekstrakt etanolowy z psianki słodkogórz
1% mleczko pszczele
1% wit. E
0,5% aloes (ekstrakt zatężony 100-krotnie)
0,5% alantoina
konserwant DHA BA (6 kropli na 50ml kremu)
kilka kropli jaśminowego olejku eterycznego

 

 

Wykonanie

Aby zrobić ten krem musisz mieć przedmieszki – ekstrakty z ziół. Jak je zrobić?
Gliceryty robiłam ze świeżych ziół latem, może masz akurat jakieś dobre dla Ciebie? nie muszą koniecznie być to te, co obok. Dobierz tak, by Tobie pasowało. Jeśli nie masz wcale glicerytu i brak dostępu do świeżych surowców – możesz użyć ziół suszonych, choć to obniża ich jakość.

Jeśli nigdy nie robiłaś kremu – przeczytaj najpierw post Jak zrobić krem – przepis krok po kroku

Krem robimy standardowo – podgrzewamy w kąpieli wodnej fazy A i B do ok. 60 stopni, aż się wszystko ładnie rozpuści. Miksujemy tłuszcze, wlewamy fazę B i wszystko miksujemy i mieszamy aż do schłodzenia do 40 stopni. Wtedy możemy dodawać fazę C – miksujemy po każdym kolejnym składniku.

Teraz czas na ustalenie pH. Zawsze, gdy dodajemy jakieś kwasy, trzeba sprawdzić pH i ustalić je na poziomie bezpiecznym dla skóry, czyli 5,5-6,5. w przypadku kremów z mocznikiem, wybieramy tą dolna wartość, bardziej kwaśną. A to dlatego,m że mocznik w miarę upływu czasu powoli się rozpada i odczyn się nieco podnosi (nawet o 1 jednostkę w pół roku). Mleczan sodu nieco to hamuje, ale jednak. Postaraj się jednak otrzymać pH 5,5-6. Jak to zrobić?

Bierzesz papierki lakmusowe (musisz je mieć, jeśli chcesz na poważnie zająć się kosmetykami – ale spokojnie, opakowanie 80 szt. to ok. 10zł). Mierzysz papierkiem pH gotowego kremu. Jeśli jest za niskie – dodawaj po odrobinie mleczan sodu, po każdej dawce sprawdzając pH, aż otrzymasz właściwe. To nic skomplikowanego – a mamy pewność, że krem będzie miał odpowiednią kwasowość. Możliwe, że od razu będzie ona dobra.

Kiedy skończysz- możesz przełożyć krem do docelowych opakowań. I gotowe!