Przygoda z własnymi kosmetykami zaczyna się zwykle od kremów. Przepis krok po kroku: jak zrobić prosty krem do twarzy, jak dobierać składniki? A przede wszystkim – dlaczego warto?

Gorąco zachęcam Cię do spróbowania swoich sił w dziedzinie domowej i dzikiej kosmetyki:) Oprócz prostej satysfakcji z tworzenia, własny krem to liczne korzyści:

  • możliwość dopasowania go pod potrzeby swojej skóry
  • włączenie do składników substancji czynnych i ziół, na które mamy ochotę
  • brak szkodliwych, sztucznych i ropopochodnych substancji, którymi naszpikowane są kremy w drogeriach.

Pewnie rodzi Ci się w głowie pytanie: czy to jest trudne? czy dam radę?

Odpowiedź brzmi: zrobienie kremu nie jest trudniejsze niż ugotowanie zupy!

Na początek trochę przydatnej teorii. To podstawy, które wykorzystasz później.

Każdy krem to w uproszczeniu tłuszcz + woda. Każdy wie, że te dwie substancje nie mieszają się ze sobą; nawet po zmiksowaniu i ubiciu w końcu się rozwarstwią. Aby tego uniknąć, potrzebny jest emulgator – substancja, która łączy te dwie, nielubiące się wzajemnie fazy kremu. Faza – bo właśnie na fazy dzielimy składniki kremu:

Faza A

  • tłuszcze (masła i oleje) które można podgrzewać
  • emulgator

Tłuszcze są potrzebne naszej skórze, a ich wybór jest bardzo szeroki: od ciężkich, mocno odżywczych maseł (shea, kakaowe, kokosowe i wieeele innych) po lekkie oleje (migdałowy, oliwa z oliwek, olej jojoba, z pestek dzikiej róży i inne). Na początek najlepiej nie kombinować zbytnio. Zacznij od niedrogich olejów, dostępnych powszechnie (np. olej migdałowy, z pestek winogron).

W tej fazie mieszczą się też emulgatory – maja one różną postać (granulki, płatki), a większość z nich należy rozpuścić w tłuszczu, stąd od obecność w fazie A.

Faza B

  • hydrolat, napar, odwar, macerat ziołowy – albo po prostu woda destylowana
  • składniki czynne rozpuszczalne w wodzie – które można podgrzewać.

W tej fazie możemy dodać również ekstrakty roślinne odporne na temperaturę. Także składniki czynne wymagające podgrzania, by się rozpuścić – jak np. alantoina.

Faza C:

  • oleje, których nie można podgrzewać
  • dodatki, takie jak kwas hialuronowy, pantenol, witaminy
  • olejki eteryczne
  • konserwanty

Składniki tej fazy dodajemy, gdy dwie pierwsze już się połączą i powstanie gotowy krem. Czekamy aż ostygnie i wtedy dodajemy to, co mamy w przepisie.

Jak połączyć powyższe fazy i jakich przyrządów potrzebujesz?

Prawie wszystkie akcesoria zapewne posiadasz już w swojej kuchni. Razem ze składnikami warto kupić mikserek ręczny – spieniacz do mleka. Koszt ok. 10zł, a wygoda ogromna! Od biedy może być blender – ale wtedy musisz zrobić na raz min. 120ml kremu (mniejszą ilość ciężko mieszać) i sprzątania jest o wiele więcej. Mini mikserek ze sprężynką to naprawdę wspaniały wynalazek!

Gotowi? To zaczynamy 🙂

Na początek przepis prosty, bez wielu dodatków. Ważne, by przećwiczyć sam proces – gdy nabierzesz wprawy, możesz ulepszać krem według swoich upodobań. Półprodukty z łatwością kupisz w internecie (sklepy takie jak zrobsobiekrem, ecospa, e-naturalne i wiele innych). Krem nagietkowy jest dobry dla każdego rodzaju skóry, sam nagietek działa kojąco i łagodząco.

Przepis na ok. 100 ml kremu

Faza A:

14g maceratu z nagietka zrobionego na oleju migdałowym, z pestek brzoskwini, albo ewentualnie słonecznikowym (jak zrobić – czytaj po prawej)

4g twardego tłuszczu roślinnego – olej kokosowy, masło shea lub kakaowe

5g emugatora Olivem (lub 4g emulgatora MGS)

1g wosku pszczelego (można pominąć)

Faza B:

60g naparu z nagietka (napar zrób na wodzie destylowanej – jest różnica!)

Faza C:

czyli składniki wrażliwe na temperaturę:

4g kwasu hialuronowego 1%

1g wit. E (można wycisnąć z kapsułki)

konserwant DHA BA (akceptowany przez Ecocert) – wystarczy 16 kropli
(możesz użyć innego konserwantu w dawce zgodnej ze wskazaniami producenta – najlepiej wybieraj te akceptowane przez Ecocert)

kilka kropli olejku eterycznego (np. lawendowy, różany lub inny)

Przepis jest dość nieskomplikowany i ma niewiele składników – w miarę nabrania doświadczenia możesz włączyć cenne zimnotłoczone oleje, ekstrakty roślinne i inne.

 

 

 

Póki co zaczniemy od zrobienia maceratu nagietkowego. Jeśli jest taka możliwość, zrób to kilka dni wcześniej. Im więcej czasu, tym więcej dobra olej wyciągnie z nagietka.
Zbierz płatki nagietka (poza sezonem można użyć suszonych), rozdrobnij i zalej olejem. Odstaw na tydzień (temperatura pokojowa). Jeśli zaś nie możesz się doczekać – zrób macerat na gorąco. Rozdrobnione płatki nagietka rozcieraj w moździerzu, zalej olejem i umieść w ciepłym miejscu – na kaloryferze lub w kąpieli wodnej. Po kilku godzinach odcedź płatki.

 

 

 

W jednym i drugim przypadku po odciśnięciu płatków uzyskasz piękny, pomarańczowy olej. Taki macerat przydać się może do różnych celów, najlepiej więc zrobić z ok. pół szklanki oleju (albo i więcej).

 

 

 

W ostateczności możesz użyć samego oleju – na pierwszy trening też się nada 🙂

 

 

 

Kiedy już masz gotowy nagietkowy olej, zrób jeszcze nagietkowy napar z płatków. Zagotuj wodę destylowaną w garnuszku, wrzuć płatki nagietka, odczekaj 20 min i odcedź. Naprawdę warto użyć wody destylowanej – kranówka albo mineralna osłabią właściwości kremu.

 

 

 

Przygotuj garnek, w którym będziesz podgrzewać 2 szklanki w kąpieli wodnej. Najlepsze byłyby szklane zlewki laboratoryjne, ale w szklankach też się uda 😉 Najlepsze będą takie z grubymi ściankami, które nie pękną. Podgrzewaj wodę, aż osiągnie ok. 60-65 stopni.
W międzyczasie możesz odważyć składniki faz A i B.
Postaw szklankę na wadze, wagę wytaruj. Wlewaj nagietkowy olej, aż osiągniesz 14g (to naprawdę malutka ilość). Następnie dodaj resztę tłuszczów, wosk i emulgator.

 

 

 

Uwaga – jeśli jako emulgatora używasz bazy z pestek moreli – to musisz dodać ją do wody, a nie do tłuszczu. Ja ze swojej strony gorąco polecam emulgator Olivem 1000 – przetestowałam już różne i ten jest najbardziej bezproblemowy, ponadto daje jedwabistą konsystencję i dobre wchłanianie kremu. Jest zrobiony z oliwy z oliwek. Produkowany jest całkowicie z naturalnych i biodegradowalnych surowców, nie zawiera oksyetylenowancyh składników, jest akceptowany przez ekologiczne jednostki certyfikujące. Jest drogi, ale używa się go niewiele, a kremy na nim zawsze mi się udają.

 

 

 

Kiedy masz już odważone tłuszcze, wstaw szklankę do garnka z gorącą wodą. Staraj się utrzymywać temperaturę 60-65 stopni – w takiej topi się wosk i emulgator.

 

 

 

 

Gdy tłuszcze się powoli roztapiają – odważ w drugiej szklance odpowiednią ilość naparu nagietkowego i też wstaw do kąpieli wodnej.

Kiedy temperatura obu faz się wyrówna, a emulgator i wosk się roztopią (pomaga mieszanie łyżeczką), możesz wyjąć szklanki z kąpieli wodnej.

Teraz wyciągasz mikserek-spieniacz i zaczynasz miksować fazę tłuszczową. Wlewasz do niej powoli napar nagietkowy, nadal miksując. Powstanie najpierw biała, kremowa emulsja, takie mleczko. W miarę spadku temperatury będzie powoli gęstnieć.

Taka mała ilość kremu nie potrzebuje specjalnego chłodzenia – stygnie szybko. Jeśli jednak robisz na raz 200ml kremu i więcej – po wymieszaniu obu faz dobrze jest wstawić szklankę do zimnej wody, aby kremik stygł szybciej.

Mieszamy mikserkiem, aż krem będzie tylko nieco cieplejszy od naszego ciała (czyli temp. ok. 40 stopni). Teraz można dodać składniki fazy C – dodawaj je po trochu i miksuj po każdym, do połączenia składników.

Kiedy składniki się już dobrze połączą, a krem nadal jest lekko ciepły – czas przelać go do gotowego opakowania. Krem jeszcze przez kilka godzin będzie gęstniał i dopiero następnego dnia wszystko się „przegryzie”. Na początku mojej kosmetycznej drogi smarowałam się takimi kremami od razu po zrobieniu, jeszcze ciepłymi…. i byłam rozczarowana. Bo nie wchłaniały się, tylko zostawiały tłusty film. A na drugi dzień, gdy wszystko się uleżało… bajka!

Krem, który otrzymasz nadaje się zarówno na dzień, jak i na noc. Mogą go używać osoby z wrażliwą skórą, a także dzieci. Pomoże na wyciszenie niedoskonałości cery. Nagietek to zioło bardzo proste w uprawie – warto posiać go więcej. Jest nieoceniony przy tworzeniu kosmetyków dla dzieci i osób wrażliwych.

Jego przydatność do użycia to pół roku. Najlepiej trzymać w słoiczku z brązowego szkła albo w szafce – niewskazane jest wystawiać go na działanie światła.