W codziennej pielęgnacji często skupiamy się na tym, co widać w lusterku. Zdarza się zapomnieć o stopach. Zmęczone, nierzadko spuchnięte po całym dniu, z odciskami i nadmiarem zrogowaciałego naskórka potrzebują naszej uwagi. Aby być piękną „od stóp do głów” warto zrobić sobie krem, który da stopom ulgę.

Z opuchlizną i obrzękami pomoże walczyć kasztanowiec – drzewo ze wszech miar przyjazne człowiekowi. Dla wielu z nas pewnie siedlisko wspomnień – no bo kto nie wypatrywał wśród rudych jesiennych liści lśniących kasztanów, dziecięcego przedmiotu pożądania? Pamiętamy też kwitnące kasztanowce w czasie pisania matury. Jest drzewem bardzo głęboko związanym z ludźmi. Nie znajdziemy go w rodzimych lasach, nie przyprowadziła go do nas ewolucja, ale my sami. Za to z łatwością znajdziemy go wśród ludzkich osad i w zieleni miejskiej. Wrósł w nasz krajobraz społeczny, jest nam bliski i lubiany.
A dodatkowo jest świetnym surowcem zielarskim! Świetnym nie tylko z racji na moc w działaniu, ale za to, że cały rok częstuje nas swoim dobrem. Wiosną kora i kwiaty, latem niedojrzałe owoce, jesienią dojrzałe owoce i kora, a na zimą i przedwiośniu pąki.

Ulgę spuchniętym stopom przyniosą także pączki olchy (likwidują zastoje limfy) i oliwa magnezowa. Dzięki niej zaopatrzymy się w magnez (lepiej przyswajalny niż z tabletek), co zlikwiduje różne skurcze i przykurcze 😉

Mocznik w kremie działa keratolitycznie, czyli zmiękcza zrogowaciały naskórek i nawilża skórę stóp. Zestaw olejów, maseł i wosk odżywią i natłuszczą stopy. Są tez substancje kojące (jak pantenol i alantoina).

No to do dzieła!

Jak zwykle, najpierw potrzebne są przedmieszki – czyli własne półprodukty zielarskie, które robimy cały rok, by później wykorzystać w odpowiednim momencie. Co mu tu mamy?

Intrakt z kasztanowca – świeże kwiaty lub rozdrobnione pączki, albo niedojrzałe owoce należy zalać gorącym alkoholem o mocy 40% w proporcjach 1:5. Po dwóch tygodniach przecedzić.
Gliceryt z pączków olchy – świeże pączki olchy (mogą byc liściowe, albo kwiatowe – męskie lub żeńskie) zmielić, skropić wódką, a po chwili zalać gliceryną. Po tygodniu-dwóch odcedzić.

Potrzebujesz jeszcze oliwy magnezowej. Niedługo napiszę więcej o tej magicznej substancji. na razie tylko prosty przepis: zmieszaj w stosunku 1:1 wodę destylowaną i chlorek magnezu (sześciowodny, czysty do analiz). Oleju tu nie ma, chociaż konsystencja go bardzo przypomina (stąd nazwa).

Przepis i wykonanie:

 

Faza A:

6% masło shea
6% olej kokosowy
5% olej migdałowy
4% olej z pestek winogron
4% olej ryżowy
1% wosk pszczeli
1% alkohol cetylowy
7% emulgator Olivem

Faza B:

22% mocny napar z kwiatów kasztanowca (mogą być suszone)
15% mocny napar z pączków olchy (można to połączyć i oba surowce zalać wrzątkiem w jednej szklance)
6% mocznik kosmetyczny
0,5% alantoina

Faza C:

8% oliwa magnezowa
4% mleczan sodu
4% intrakt z kasztanowca
3% gliceryt z pączków olchy
2% kwas mlekowy
1% d-pantenol
konserwant DHA BA i olejki eteryczne

Zmieszaj ze sobą płynne oleje i zalej nimi kwiaty kasztanowca (mogą być suszone, skrop wcześniej alkoholem) w słoiku. Zakręć słoik, postaw na kilka dni na kaloryferze albo w innym ciepłym miejscu. Jeśli nie możesz czekać – pomiń krok i użyj samych olejów.

Jeśli to Twój pierwszy raz z własnym kremem – przeczytaj najpierw, jak zrobić krem krok po kroku

Fazy A i B podgrzewamy w kąpieli wodnej do rozpuszczenia wosku. Łączymy ze sobą miksując. Dalej miksujemy, aż krem się nieco schłodzi i wtedy dodajemy składniki fazy C (bez konserwantu i olejków eterycznych).
Każdy krem z mocznikiem wymaga ustalenia pH – powinno mieć ok. 5,5. Mocznik po czasie będzie ulegał hydrolizie i pH kremu będzie wzrastać, dlatego od początku zakładamy nieco niższe, czyli właśnie 5,5. Jak ustalić odpowiednie pH?
Po zrobieniu kremu badamy papierkiem lakmusowym pH. Jeśli jest za niskie (krem za kwaśny) dodajemy po odrobinie mleczan sodu, aż pH osiągnie właściwą wartość (po każdym dodaniu mleczanu sprawdzamy pH). Jeśli natomiast pH było za wysokie (zbyt zasadowe) – dodajemy po kropli kwas mlekowy, aż ustalimy pH na odpowiednim poziomie.
Wtedy dodajemy konserwant (6-7 kropli DHA BA na 50ml kremu) i olejki eteryczne (do stóp sprawdzą się świeże zapachy, cytrusowe, lawenda itp.).

Jeszcze ciepły krem przekładamy do opakowania i odstawiamy do jutra, żeby wszystko się „uleżało”.

Z takim kremem stopy są gotowe na wędrówki po zioła … 🙂