Chcąc żyć w zgodzie z naturą, od dawna próbowałam pozbyć się komercyjnej chemii z domu. Każdy nowy domowy eko-środek wypatrzony w głębinach internetu testowałam z wielka nadzieją. I równie wielkie było moje rozczarowanie, gdy kolejna pasta z sody oczyszczonej okazywała się po prostu nieskuteczna. Ludzie w komentarzach na różnych stronach chwalili, a u mnie nie działało.

Zostawałam więc dalej przy poczciwym kwasku cytrynowym, kupowanym na kilogramy w internecie. W łazience głównym problemem u mnie jest kamień. Mam naprawdę ultratwardą wodę i żadne środki w butelkach ze spryskiwaczem o okropnie krzykliwych barwach nie działały. Skoro kwasek działa, tylko jest nim niewygodnie sprzątać – postanowiłam zrobić płyn myjący właśnie na bazie jego. Octy, sody, to wszystko nie dawało rady.

Kilka prób i błędów i powstał środek, który u mnie sprawdza się świetnie. Ma mnóstwo zalet:

  • radzi sobie z najgorszym kamieniem w łazience
  • jest tańszy niż sklepowa chemia
  • jest bezpieczny dla środowiska i domowników
  • nie powoduje korowodu tirów wypełnionych plastikiem, zapychających nasze drogi
  • można używać bez rękawiczek (jeśli nie masz wrażliwej skóry)
  • możesz dobrać zapach wg swoich upodobań

Oto lista składników:

0,5l ciepłej, przegotowanej wody
ok. 2/3 szkl. kwasku cytrynowego
ok. 1/4 szkl. soli kuchennej
olejki eteryczne (drzewo herbaciane i inne)
guma ksantanowa
łyżka płynu do mycia naczyń (opcjonalnie)

Do ciepłej wody wsypujemy sól i kwasek, mieszamy do rozpuszczenia. Sypiemy gumę ksantanową po powierzchni wody, na początek łyżka. Miksujemy blenderem, odstawiamy na kilkanaście minut. Po tym czasie sprawdzamy konsystencję – będzie gęstsza niż woda, ale chcemy otrzymać gęsty kisiel. Dodajemy gumę ksantanową jeszcze po odrobinie, miksując do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Pamiętamy, że guma pęcznieje i nasz produkt po kilku minutach będzie bardziej gęsty, niż w trakcie mieszania. Celowo nie piszę ilości potrzebnej gumy – każda jest inna i trzeba samemu wyczuć odpowiedni jej dodatek.

Kiedy konsystencja jest odpowiednia, pora dodać olejki eteryczne. Najlepsze będzie drzewo herbaciane – to najsilniejszy olejek jeśli chodzi o właściwości bakterio- i grzybobójcze. Świetny do sprzątania. Ale ponieważ sam jego zapach mi nie odpowiada, dodaję jeszcze trochę lawendowego i pomarańczowego. Na koniec można, ale nie trzeba, wmiksować łyżkę płynu do mycia naczyń (dzięki niemu środek będzie się troszkę pienił).

Póki ciepłe, przelewamy do docelowych butelek (np. po płynie do mycia naczyń). Wybieraj takie, z których można środek wyciskać – jak szampon.

Sprzątanie jest szybkie, łatwe i w bonusie mam aromaterapię. Płynem sprzątamy jak typowym mleczkiem (przy użyciu gąbki lub ściereczki). Używam go do mycia umywalek, brodzika, kabiny prysznicowej, wanny, zlewu i baterii. Na bardzo oporne zabrudzenia pomaga rozprowadzenie środka i odczekanie kilka minut, aby zadziałał. Drugi bonus, to czyste dłonie. Patent przydaje się bardzo w sezonie przetworów, zwłaszcza tych z buraków i jagód 🙂