Balsamiczny, miodny zapach tego mydła roztacza przyjemną aurę spokoju i bezpieczeństwa. Pierwszy daje się wyczuć miód, po chwili do nosa dociera błogi zapach pszczelego wosku. Całość dopełnia odrobina olejku eterycznego ylang-ylang.

Wyjątkowy spokój jest w tym mydle, jego słodki zapach przywodzi na myśl sielankowe czasy dzieciństwa. I właśnie z myślą o delikatnej skórze najmłodszych zostało wykonane. Ale nie ma przeciwwskazań, aby używali go również dorośli o wrażliwej skórze. Mydło jest bardzo delikatne, kremowe. Nie pieni się mocno, myje łagodnie, głównie natłuszcza i odżywia. Można używać u dzieci powyżej 6 miesiąca życia.
Kuleczki, którymi jest posypane – to pyłek kwiatowy zbierany pracowicie przez pszczoły. Mydło jest bardzo odżywcze i pielęgnujące – jego bazą są masło shea i kakaowe.

Jeśli dopiero zaczynasz z mydłami – polecam najpierw przeczytać wskazówki dla początkujących – JAK ZROBIĆ MYDŁO KROK PO KROKU

Receptura:

Mydło zimnoprocesowe, woda w ilości 35% masy tłuszczów, przetłuszczenie 10%

450g masła shea
250g masła kakaowego
100g wosku pszczelego
80g oleju rycynowego
70g oleju z pestek winogron
50g oleju kokosowego

350g wody destylowanej
116,64g NaOH
duża, czubata łyżka miodu leśnego

pigment mineralny (u mnie mika koloru cayenne)
łyżeczka mleczanu sodu
pyłek pszczeli do posypania
olejek eteryczny ylang-ylang (łyżeczka)

Wodę do przygotowania ługu trzeba bardzo mocno schłodzić – dodatek miodu spowoduje, że reakcja będzie zachodziła w wyższej niż zwykle temperaturze. Schłodzenie wody zapobiegnie zagotowaniu ługu. Miód dodajemy do wody, po jego dokładnym rozmieszaniu dopiero wsypujemy sodę. Roztwór najpierw ze słomkowego zrobi się ceglastoczerwony, a następnie zbrązowieje – miód się karmelizuje.

Tłuszcze twarde należy drobno pokroić, aby proces ich rozpuszczania nie trwał za długo. Po ich roztopieniu dodajemy oleje. Nie czekamy standardowo na temperaturę 40 stopni – duża zawartość wosku i twardych tłuszczów spowoduje, że masa mydlana będzie szybko tężeć (z racji na chłodzenie), udając tylko proces saponifikacji. Łączymy więc tłuszcz z ługiem od razu po roztopieniu wosków, w temperaturze ok. 55-60 stopni. Wcześniej odlewamy do zlewki 1-2 łyżki mieszaniny tłuszczów i rozprowadzamy w niej mikę. Jeśli nie masz miki, ten krok można pominąć – otrzymasz po prostu jednolite, jasne mydło. Ewentualnie możesz użyć innego barwnika – np. kakao w proszku.

Używając blendera miksujemy masę, a do „budyniu” dodajemy mleczan sodu i olejek ylang-ylang. Część, ok. 1/6 budyniu odlewamy. Dodajemy do niej mikę rozprowadzoną w tłuszczach i miksujemy spieniaczem do mleka. Samo wymieszanie łyżką może nie wystarczyć, mika się zbryli i powstaną nieefektowne zacieki lub grudki w mydle.

Kiedy mamy gotowe masy mydlane w dwóch kolorach – wylewamy do podłużnej formy silikonowej jasną, większą część. Mydło robi się gęste, ma już konsystencję śmietany. Na wierzch nakładamy łyżką czerwoną masę, lekko ją mieszając i wkomponowując w podłoże. Za pomocą łyżki kształtujemy wierzch mydła – góry, doliny, co kto lubi. Posypujemy pyłkiem pszczelim.

Mydło to szybko się grzeje, już po włożeniu do formy odczujemy, jaka jest gorąca. Przykrywamy lekko lub dajemy w ciepłe miejsce. Faza żelowa następuje bardzo szybko, dodatek miodu zapewnia wysoką temperaturę. Z krojeniem nie ma co czekać – należy to zrobić najpóźniej po 12-14 godzinach. Potem będzie już bardzo twarde i kruche.

Po pokrojeniu odkładamy mydło do wysuszenia i dojrzenia – minimum 2 tygodnie, ale im dłużej, tym lepiej. Gotowość mydła sprawdzamy mierząc jego pH. Jeśli będzie 9 lub mniej – można używać.

Chociaż niektóre składniki przyjechały z odległych krajów, to jednak miód jest z naszej pasieki. Przyjemnie jest wziąć kostkę w dłonie, powąchać i przypomnieć sobie nasze letnie łąki tętniące życiem. Teraz, zimą są uśpione, za oknem widzę tylko biel śniegu. Ale już niedługo znowu obudzą się razem z pszczołami 🙂 Byle do wiosny!