Przedwiośnie. Słońce grzeje mocniej i dłużej, a ptaki śpiewają wyraźniej. Zima niechybnie zmierza ku końcowi. Na południu Polski kwitną stokrotki i przylaszczki. A na Warmii? Żurawie i gęsi już się pojawiły, postanowiłam więc udać się w moje ulubione miejsca i poszukać leśnych skarbów. I znowu odkryłam coś nowego!

Mieszkam w naprawdę wspaniałym zielarsko miejscu.

Za oknem mam las, z drugiej strony domu – śródleśną łąkę. W zasięgu kilku minut piechotą łąki się zmieniają – z suchych i świeżych robią się wilgotne, podmokłe. Aż do rzeki. W mniej niż 5 minut mogę być w suchym borze iglastym, podmokłym olsie, nad rzeką, nas stawem, na żyznej łące. To daje ogromne możliwości w zbiorze ziół, bo każde siedlisko to inny zestaw roślin. I za każdym razem idę inną drogą i też co innego znajduję. Zobacz relację z sobotniego spaceru i poszukiwania wiosny 🙂

Na przedwiośniu najdobitniej widać różnice między północą, a południem kraju. Niestety, północ oczywiście ma trudniej – spójrzcie jak wyglądają łąki:

 

 

Nic się jeszcze nie chce zielenic pod stopami. Ale idę dalej. Dziki jak zwykle zbuchtowały spory kawał ziemi – może dzięki temu niektóre rośliny szybciej się pojawią?

 

Podmokła łąka schodzi do olsu. Te olsze są młode, mają zaledwie kilka lat, a już kwitną i owocują. U olchy to normalne. Często można spotkać pięcioletnie olchy obsypane szyszeczkami.

 

 

Olcha to ważne drzewo dla miłośników naturalnych terapii

Pąki olchy są bardzo cenne, a przy tym proste do rozpoznania. Działają moczopędnie, usuwają zastoje limfy, oczyszczają. Zwróć uwagę na ich charakterystyczny, fioletowy kolor. Żadne inne drzewo w naszych lasach nie ma fioletowych pąków. Zdjęcie jest słabe, bo niestety robione telefonem. Oprócz pąków liściowych, mamy też kwiatostanowe: męskie (długie kotki) i żeńskie (malutkie, jeszcze nierozwinięte szyszeczki). Poza tym są widoczne stare szyszeczki z zeszłego roku – właśnie obsypały ziemię swoimi nasionami.

 

Na powyższym zdjęciu widać rozsypane nasiona olchy i zeszłoroczne szyszeczki, z których te nasiona się wysypały. To, że olcha sypie nasionami właśnie w porze zimowych roztopów, jest nie bez znaczenia. Lekkie nasiona niesione przez wodę pomagają olszy rozmnażać się wzdłuż cieków wodnych – woda świetnie je przenosi nawet na duże odległości. Dotyczy to też chwilowo podniesionego poziomu wód w olsach (pod koniec lata będzie bardziej sucho).

 

Pyłek z męskich kwiatostanów, które niedługo się rozwiną zapyli te małe, żeńskie. Z nich przez lato urosną znowu szyszeczki, które pod koniec kolejnej zimy wysypią nasiona. I tak co roku 🙂

Na mojej dłoni tegoroczne męskie kwiatostany i zeszłoroczne żeńskie (szyszeczki).

 

Pójdę inną drogą…

Zaciekawił mnie spory powalony pień. Chodziłam po okolicy wiele razy, ale ten kawałek lasu jakoś zawsze omijałam.

I to był błąd! Zobaczcie jaki wielki żółciak siarkowy rósł mi pod domem. Niecały kilometr dzielił mnie od niego, a nigdy nie zaszłam od tej strony. A byłaby nie lada wyżerka – grzyb jest ogromny, niestety już za stary i do niczego się nie nadaje… Większość opadła już na ziemię (mój but dla porównania wielkości), ale część jeszcze dumnie rośnie – to z tego drzewa obłamał się powalony pień ze zdjęć powyżej.

 

 

Śródleśne rzeki mają teraz wyjątkowo wysoki poziom lustra wody. Częste deszcze mają tu swoją zasługę.

W okolicy mam pełno zwierza.

Sarny, gdyby nie płot, to wchodziłyby na podwórze 🙂 niestety cierpią na tym drzewka owocowe. Dziki i jelenie podchodzą pod sam żywopłot, zwłaszcza, gdy jabłonie hojnie darzą swoimi owocami. Łosi też jest pod dostatkiem. Musiałam porządnie ogrodzić ogród, bo amatorów soczystych warzyw w środku lasu nie brakuje 🙂 Żurawie co roku stacjonują na łące koło domu. Jest też mnóstwo ptactwa i ciekawych owadów. Nie ma to jak mieszkać w lesie 🙂

A tu miejsce, gdzie zwierzyna przekracza rzekę.

 

Czarny bez

To magiczna roślina. Wg dawnych wierzeń, nie powinno się go ścinać ani niszczyć – to przynosi nieszczęście. Każdy początkujący miłośnik dzikich owoców robił sok z czarnego bzu, przetwory z kwiatów, pączki też są cenne. Ale oprócz kwiatów i owoców na bzie znajdziemy polskie grzyby mun – czyli ucho bzowe. Nie do pomylenia z innymi. Szukaj na starych, grubych i zamierających bzach.

Odrobina czerwieni

o tej porze roku wyraźnie rzuca się w oczy. Na dnie lasu nietrudno teraz spotkać czarkę szkarłatną – ciekawy gatunek grzyba, do 2014 roku podlegał ochronie gatunkowej.

A tutaj owoce konwalijki dwulistnej. Zdarza się, że dobrze przetrwają zimę i wyglądają jak świeże. Oczywiście wartość lecznicza jest znacznie słabsza niż w sezonie, ale estetyczna – bez wątpliwości 🙂

Dziwne budki?

Z daleka wygląda jak skrzynka lęgowa dla ptaków, jednak nie ma otworu wlotowego.

To nie pomyłka – to budka dla nietoperzy. Wlot jest od dołu. Nadleśnictwo wywiesza co roku kilkadziesiąt takich nietoperzowych schronów.

Sit (nie mylić z sitowiem)

To częsty gość podmokłych łąk. Łatwo go rozpoznasz po gąbeczce w środku. Jeśli masz kamienie nerkowe, to roślina dla Ciebie. Jest moczopędna i oczyszczająca. Tak wygląda:

Tyle bogactwa

Wcale nie jest martwy sezon 🙂 Z ziemi wychodzi już pokrzywa – na razie nazbierałam kłączy. Podnoszą odporność i usprawniają metabolizm. Do domowej ziołowej apteczki wykopałam też kłącza kuklika (na biegunkę). Pojawia się już ziarnopłon i wiele innych roślin. Rozejrzyj się, na pewno i w Twojej okolicy właśnie kiełkuje coś ciekawego 🙂